KSW

Szef KSW o freak fightach i sprzedaży udziałów: Widzę w tym zagrożenie, nie mogę odpuścić

Martin Lewandowski przyznał, że obecność freak fightów na rynku paradoksalnie napędza go do dalszej pracy. Szef KSW zdradził również, w jakich okolicznościach mógłby powiedzieć sobie „dość”.

Przez wiele miesięcy współwłaściciel KSW regularnie pojawiał się w przestrzeni medialnej, ostro komentując działalność federacji freak fightowych. Lewandowski nie szczędził mocnych słów, określając ten segment rynku mianem „FAKE MMA” i podkreślając, że tego typu wydarzenia wyrządzają realną szkodę wizerunkowi sportów walki.

Martin Lewandowski wprost: To nie jest moment, by się wycofać

Z czasem szef KSW nieco uciszył medialną ofensywę, jednak tuż przed ostatnią galą w Łodzi ponownie zabrał głos. W rozmowie w podcaście Łukasza Kadziewicza dla Przeglądu Sportowego zapewnił, że nie zamierza sprzedawać udziałów w organizacji, którą od ponad dwóch dekad współtworzy z Maciejem Kawulskim. Szczególnie teraz, gdy – jego zdaniem – rynek mierzy się z poważnym zagrożeniem.

Chciałbym wypchnąć KSW jako swoje dziecko, ale to jest niemożliwe na tę chwilę. W przyszłości tak będzie. W KSW jest dużo różnych zagrożeń, zamieszania. Freak fighty to patologiczny ruch. On jest o tyle dla mnie niebezpieczny, że widzę w tym zagrożenie, które się już zadziało – mówił Lewandowski.

Sprawdź!  Trener Pudzianowskiego zabrał głos! Mocny komentarz po porażce ze Szpilką

Czyli to, że MMA zaczęło być kojarzone z patologią – kontynuował. – A kojarzenie teraz MMA z rozrywką, która wymaga fajnych rolek na Instagramie, by być popularnym, to jest po prostu spłycanie. Przez to nie mogę teraz odpuścić.

Lewandowski nie wyklucza jednak, że w przyszłości może podjąć decyzję o sprzedaży swoich udziałów w KSW.

– Nie po to ciężko tyraliśmy przez 20 lat, by zbudować KSW i dyscyplinę, by teraz popełnić najgorszy błąd. Nie widzę teraz tego, że odpuszczam stery i lećcie sobie. Chcę to doprowadzić do pewnego momentu i szykuję się mentalnie, że w ogóle może się pozbędę KSW – przyznał.

Powiem: „sayonara”, po co mi to? Inni robią to lepiej, ja się wypaliłem, skończyłem się jako promotor i nie wnoszę nic nowego. Jest to jedna z opcji, którą też zakładam i nie będę tego robił z poczucia przymusu, a chęci – wyjawił.

Jakub Hryniewicz

Wielki fan Arsenalu i UFC, dla którego gotów jest zarwać każdą noc. Lubię merytoryczną dyskusję, dobrą kuchnię i długie spacery. Najbardziej jednak kawę, która wiernie towarzyszy przy stukaniu w klawiaturę.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.