Zadora tłumaczy przejście do freaków: „Każdy, kto mi powie, że się sprzedałem, to…”

Dominik Zadora zabrał głos przed debiutem w organizacji FAME MMA. Odpowiedział na zarzuty dotyczące przejścia ze sportu zawodowego do freak fightów.

„Japoński Drwal” to doświadczony kickboxer, który toczył pojedynki m.in. dla FEN czy Babilon. Toczył pojedynki m.in. dla FEN czy Babilon. W main evencie ostatniej gali zmierzył się z Kasjuszem Życińskim na zasadach boksu w małych rękawicach.

Powracający po kontuzji i poważnej operacji Zadora zdeklasował swojego przeciwnika, kończąc go przed czasem. „Don Kasjo” od razu zaczął mówić o rewanżu, jednak na taki będzie musiał poczekać, o ile w ogóle do niego dojdzie. „Japoński Drwal” dołączył bowiem do FAME MMA.

Już w ten piątek zmierzy się z Alanem Kwiecińskim i zadebiutuje w formule MMA. W ostatnim wywiadzie dla fansportu.pl zabrał głos w sprawie wejście do świata freak fightów. Odpowiedział na zarzuty o „sprzedanie się” i zapewnił, że żaden pracownik nie odrzuciłby lepszej wypłaty, gdyby dostał ofertę awansu:

– Nie ukrywam, że przyszedłem zarobić pieniądze. (…) Każdy, kto mi powie, że się sprzedałem, to jak pójdzie do pracy i ktoś mu powie: „Słuchaj, możesz awansować na wyższe stanowisko, zarabiać lepsze pieniądze”. To, co? On mu powie: „Ja nie chcę tego, bo według zasad będę dalej pracował jako robol”. No nie, każdy będzie chciał zarobić większe pieniądze. To jest normalna rzecz.

– Ja się nigdzie nie sprzedaję, idę do pracy, robię walkę, zarabiam za to. A, że kiedyś byłem przeciwny freakom, to przemawiała przeze mnie zazdrość, że zarabiam mniejsze pieniądze, niż gościu, który siedzi sobie na YouTube, nie potrafiąc nic kompletnie. Z czasem zacząłem to rozumieć, że mają swój target, swoje wypłaty. Ja dostawałem wypłatę bazującą na tym, co potrafię. A freaki zarabiają na tym, ile są w stanie sprzedać biletów i PPV.