Rozgoryczony Sarara o zmianie przed FAME MMA 29: Darłem się, żeby tego nie robić [WIDEO]

Tomasz Sarara otwarcie przyznał, że zmiana układu drabinki turnieju FAME MMA 29 mocno go zirytowała. Krakowianin nie kryje, że liczył na zupełnie inny scenariusz swojej drogi po końcowy triumf.
Jeszcze do poniedziałkowej konferencji prasowej wszystko wskazywało na to, że w przypadku zwycięstwa nad Jayem Silvą Sarara zmierzy się z kimś z pary Mateusz „Don Diego” Kubiszyn – Izu Ugonoh. Organizatorzy zdecydowali się jednak na korektę zestawień. W nowym układzie drabinki, jeśli krakowianin upora się z „Da Spyda Killą”, jego kolejnym przeciwnikiem będzie zwycięzca starcia Makhmud Muradov – Marcin Sianos.
Choć sportowo zestawienie wciąż prezentuje się solidnie, Tomasz Sarara nie ukrywa, że wprowadzone roszady mocno go rozczarowały. W rozmowie z Michałem Tuszyńskim i Kacprem Mi z Fansportu TV dał temu wyraźny upust:
– No ja się darłem w trakcie konferencji, żeby tego nie robić, bo się już do tego troszeczkę nastawiłem. Mało tego, ja tego chciałem – komentował Sarara. – Trochę czuję się rozczarowany, trochę zły, nawet lekko wk…wiony. Każdy zaczyna robić swoje przewidywania, co się może wydarzyć podczas turnieju. Przejdę może do tej części drabinki, w której miałem być ja…
Tomasz Sarara liczył na rewanż z Don Diego
Zawodnik z Krakowa, goszcząc w studio Fansportu TV, zaznaczył, że jego zdaniem zestawienie Kubiszyn vs. Ugonoh jest najmocniejszym ćwierćfinałem całego turnieju. To właśnie ten fakt, przynajmniej teoretycznie, mógł działać na jego korzyść w dalszej fazie zawodów:
– Miałem być ja z Jayem i Izu z Kubiszynem. Uważam, że to największy 'benger’ z tych wszystkich ćwierćfinałów, że to będzie mega ciekawa, mega za…bista, mega ciężka, mega równa. Uważam, że jeden zawodnik drugiemu zabierze troszeczkę zdrowia. Nie twierdzę, że ja z Jayem poradzę sobie w łatwy sposób, chcę go znokautować, ale nie chcę szukać tego na siłę.
Kluczową kwestią pozostaje jednak potencjalny rewanż z mistrzem GROMDY. Sarara przegrał z „Don Diego” podczas poprzedniego turnieju, do półfinału wychodząc po bardzo krótkim czasie odpoczynku. Tym razem liczył na wyrównanie rachunków w zdecydowanie innych okolicznościach.
– Chcę być w na tyle dobrej dyspozycji, że sobie poradzę z Jayem i będę czekać na kogoś, kto straci sporo zdrowia. Nie wierzę w życiu w równość, ale wierzę w równowagę. Dla równowagi chciałem… kiedy to ja wychodziłem do Mateusza bardzo poobijany, przede wszystkim z bardzo krótkim czasem na wypoczynek. I wyszedłem na nie do końca równych warunkach. Se pomyślałem: 'o! Za…biście. Może będzie okazja wyrównać rachunki i to jeden do jednego’ – kontynuował Sarara. – Myślałem, że nie będę musiał na ten rewanż czekać tak długo, jak myślałem… a tu niespodzianka.



