
Nie wszystkim spodobało się przyznanie „Heavy Heartowi” mistrzowskiej szansy, ale Mariusz Grabowski nie zamierza przejmować się krytyką. Szef GROMDY w najnowszej rozmowie z Fansportu TV bez ogródek nazwał „płaczkami” największych przeciwników pretendenta, którzy liczyli na walkę o pas.
Do mistrzowskiego rozstrzygnięcia dojdzie już w piątek 4 września podczas gali GROMDA 26: POLSKIE KOLOSEUM. W walce wieczoru Mateusz „Don Diego” Kubiszyn zmierzy się z Fifenem Aramim Gbeyim, czyli popularnym „Heavy Heartem”. Niekwestionowany mistrz walk na gołe pięści po raz kolejny będzie bronił swojego tytułu, ale tym razem organizacja postawiła przed nim zawodnika, który potrafi wywołać ogromne emocje jeszcze zanim pojawi się w małym ringu.
Wszystkie walki GROMDA 26 obstawisz u bukmachera FORTUNA. Zacznij grę z pakietem bonusów: do 200 zł Zakładu Bez Ryzyka oraz 50 zł w dodatkowych freebetach!
„Heavy Heart” wykrzyczał sobie walkę o pas? Mariusz Grabowski odpowiada krytykom
GROMDA znacząco różni się od wielu innych organizacji sportów walki. Pomiędzy bijokami przeważnie panuje wzajemny szacunek, a rozbudowane konflikty i sztucznie nakręcane awantury nie są potrzebne, aby zainteresować kibiców kolejnymi pojedynkami.
„Heavy Heart” od początku postanowił jednak podążać własną drogą.
Niemiecki Kameruńczyk regularnie zaczepiał polskich zawodników, prowokował i konsekwentnie budował wokół siebie zainteresowanie. Nie brakowało chętnych, którzy zamierzali ustawić go do pionu. Takie plany mieli między innymi „Chacia” oraz „Scarface”. Ostatecznie jednak żaden z nich nie zdołał uciszyć „Heavy Hearta” – obaj kończyli konfrontacje z ręką w dole.
Gbeyi udowodnił więc, że za jego zachowaniem idą również konkretne umiejętności. Mimo tego pojawiały się głosy, że możliwość zmierzenia się z „Don Diego” dostał przede wszystkim dzięki swojej aktywności poza ringiem. Innymi słowy – zdaniem części środowiska pretendent po prostu wykrzyczał sobie mistrzowską szansę.
Mariusz Grabowski nie ukrywa, że zainteresowanie generowane przez „Heavy Hearta” miało wpływ na decyzję organizacji. W rozmowie z Michałem Tuszyńskim dla Fansportu TV zaznaczył jednak, że marketing jest tylko jednym z elementów. GROMDA przede wszystkim obserwuje reakcje swojej publiczności i stara się organizować takie pojedynki, których oczekują kibice.
W przypadku „Heavy Hearta” wszystko zdaje się łączyć w całość. Pretendent potrafi walczyć, ma za sobą wartościowe zwycięstwa, a jednocześnie polaryzuje publiczność. Grabowski przy okazji wbił szpilę zawodnikom, którzy sami widzieli siebie w mistrzowskiej walce.
– W tej walce nie trzeba budować napięcia, bo napięcie samo się pojawia. Wiemy, jaki jest „Heavy Heart”, wiemy, jaki jest Mateusz Kubiszyn. Tym bardziej w sytuacji, jaką teraz mamy. Wiadomo, że chcieliśmy też w jakiś sposób troszkę „podkręcić”. Wiadomo – co niektórym „płaczkom” to nie pasowało, bo myśleli, że będą walczyć, a tu niestety.
Szef GROMDY podkreślił również, że organizacja wyciąga wnioski i słucha swojej publiczności. Nie wystarczy więc wyłącznie dobrze prezentować się w małym ringu. Kibice muszą również chcieć zobaczyć konkretne zestawienie.
– Marketing w GROMDZIE jest taki, że wyciągamy wniioski. Jedno jest walka, a drugie jest danie kibicom tego, czego chcą. Nie ukrywajmy, patrzymy pod kątem tego, co chcą kibice. To kibice z reguły mają decydujące zdanie.
W piątkowy wieczór „Heavy Heart” otrzyma okazję, aby ostatecznie odpowiedzieć wszystkim krytykom. Jeśli pokona niekwestionowanego mistrza, trudno będzie dalej przekonywać, że do pojedynku o pas doprowadził go przede wszystkim marketing. Problem w tym, że naprzeciwko niego stanie „Don Diego” – zawodnik, którego w świecie walk na gołe pięści od lat nikt nie potrafi zatrzymać.