
Nate Diaz po latach wrócił do jednej z najbardziej elektryzujących końcówek w historii UFC. W rozmowie z Theo Vonem Stocktończyk ponownie przeanalizował końcówkę starcia z Leonem Edwardsem, do którego doszło na UFC 263 i wyjaśnił, co stało za jego decyzją w kluczowym momencie pojedynku.
Przypomnijmy – Edwards przez niemal cały dystans kontrolował przebieg walki i zasłużenie zwyciężył na kartach punktowych. Niedługo później sięgnął po mistrzowski pas kategorii półśredniej, brutalnie nokautując Kamaru Usman w ostatnich sekundach starcia. Niewiele brakowało, by podobny scenariusz wydarzył się jednak już w pojedynku z Diazem.
„Nie widziałem jego oczu”. Diaz tłumaczy kluczową sytuację
Na niespełna minutę przed końcem walki Diaz naruszył Edwardsa i postawił go na skraju porażki. Do dziś wielu kibiców zadaje sobie pytanie, dlaczego nie poszedł wtedy na całość. Sam zainteresowany postanowił w końcu rozwiać wszelkie wątpliwości.
– Wyjaśnimy to, nie rzuciłem się na niego – zaczął Nate. – Ludzie nie patrzą na to ze zrozumieniem, tylko nadają temu narrację, co się stało. Nie zapominajmy, że to była 23. minuta walki. Po pewnym czasie miałem już pot w oczach. Widziałem go jasno i klarownie, ale nie jego wyraz twarzy.
– Nie widziałem, że przewracał oczami. Myślałem, że się ze mną bawi, bo nie widziałem jego pełnej mimiki.
Diaz podkreślił, że przez zalane potem oczy nie był w stanie właściwie odczytać reakcji rywala. W jego odczuciu Edwards mógł symulować naruszenie, próbując sprowokować go do błędu.
– Jak go naruszyłem, to wskazałem palcem, na zasadzie: „haha, dz*wko! Spadaj”, bo myślałem, że próbuje mnie nabrać. Widziałem jego sylwetkę perfekcyjnie, ale nie jego oczy, więc myślałem, że próbuje mnie nabrać na nokaut.
Z perspektywy czasu Amerykanin nie ukrywa, że wielokrotnie analizował tamtą sytuację i zdaje sobie sprawę, jak niewiele brakowało do odwrócenia losów pojedynku.
– Oczywiście, że patrząc na to myślę, co mogę zrobić. Próbowałem dobrać mu się do skóry, ale jak do tego doszło, to nie widziałem jego twarzy… – kontynuował Diaz, który zwrócił się też do komentatorów. – Hej, wszyscy, sami spróbujcie bić się przez 24 minuty i spróbować dorwać sk*wiela w ostatniej minucie.
Choć finalnie to Edwards opuścił oktagon jako zwycięzca, tamta końcówka na stałe zapisała się w pamięci fanów. Jak widać, jeden detal – w tym przypadku ograniczona widoczność – mógł kompletnie zmienić historię tej walki.