
Marcin Wrzosek uważa, że większa popularność Pawła Tyburskiego względem jego brata Piotra nie bierze się wyłącznie z sympatii kibiców. Zdaniem „Polish Zombie” ogromne znaczenie ma fakt, że „Tybori” potrafi wzbudzać skrajne emocje i zgromadził wokół siebie sporą grupę antyfanów.
Wrzosek już w ten weekend wystąpi na gali FAME 33, która odbędzie się 17 października w warszawskim ATM Studio. W ćwierćfinale turnieju GRAND FREAKS zmierzy się właśnie z Pawłem Tyburskim. Zwycięzca tego starcia trafi następnie na lepszego z pojedynku Alberto Simao vs Sebastian „Mr. Scarface” Skiermański.
Wrzosek chce też walki z Piotrem Tyburskim
Historia „Polish Zombie” z braćmi Tyburskimi ma już kilka mocnych rozdziałów. Wszystko na dobre rozkręciło się po turnieju w tzw. basenie, gdzie Wrzosek pokonał Pawła. Chwilę później do areny wszedł jednak Piotr Tyburski i rzucił byłym mistrzem KSW o matę.
Wrzosek upadł fatalnie i doznał poważnego urazu kolana. W pewnym momencie można było nawet zastanawiać się, czy przy jego sportowym stażu kontuzja nie okaże się końcem kariery.
Tak się jednak nie stało. Marcin wrócił do rywalizacji, zdążył ponownie spotkać się z Pawłem Tyburskim w zmodyfikowanym paraboksie, a teraz panowie po raz kolejny znajdą się naprzeciw siebie podczas FAME 33.
W rozmowie z Fansportu TV Wrzosek przyznał, że jego zdaniem ta rywalizacja zasługiwała na osobną walkę, dłuższy dystans i większą medialną oprawę, zamiast trafiać już do ćwierćfinału turnieju. Jednocześnie „Polish Zombie” nadal ma na radarze Piotra Tyburskiego i nie ukrywa, że chciałby kiedyś rozliczyć również tamtą historię.
Michał Tuszyński zapytał przy tej okazji, dlaczego – zdaniem Wrzoska – Paweł wzbudza znacznie większe zainteresowanie niż jego brat bliźniak.
– Uważam, że bardziej w porządku jest, mimo wszystko, Piotr. I dlatego jest mniej popularny. Bo Paweł, ma dużą rzeszę antyfanów. I uważam, że to wpływa na jego popularność. (…) Tego mogliśmy się nauczyć z prowrestlingu, z WWE, gdzie bardzo lubiani byli też ci negatywni bohaterowie. Ten model sprawdza się w sportach walki zawsze – dodał.
Według Wrzoska działa więc prosta zasada: nie trzeba być lubianym, żeby przyciągać uwagę. Paweł Tyburski budzi emocje po obu stronach, a we freak fightach właśnie to często napędza popularność najbardziej.