Walka z Tsarukyanem nie wchodzi w grę. Justin Gaethje wskazał potencjalnych rywali w UFC

Justin Gaethje sięgnął po tymczasowy pas wagi lekkiej UFC, jednak jasno daje do zrozumienia, że nie zamierza bronić go w starciu z Armanem Tsarukyanem.

Amerykanin w miniony weekend wrócił do oktagonu po kolejnej dłuższej przerwie. W jej trakcie nie brakowało spekulacji, że w przypadku braku walki mistrzowskiej „The Highlight” może zakończyć sportową karierę. Choć nie dane było mu zmierzyć się z pełnoprawnym czempionem Ilią Topurią, na gali UFC 324 czekało go prestiżowe starcie z Paddym Pimblettem.

Brytyjczyk do walki przystępował jako wyraźny faworyt, jednak bardzo szybko okazało się, że wielu kibiców zbyt pochopnie skreśliło doświadczonego Amerykanina. „The Baddy” miał swoje momenty, lecz po pięciu rundach nie było wątpliwości, czyja ręka powinna powędrować w górę.

Gaethje nie chce walki z Tsarukyanem. Wskazał innych rywali

Świeżo upieczony tymczasowy mistrz wagi lekkiej pojawił się po zwycięstwie w studiu Paramount UFC, gdzie Dominick Cruz poruszył temat jego kolejnego pojedynku. W opinii wielu kibiców scenariusze są dwa: oczekiwanie na unifikację pasa z Ilią Topurią lub konfrontacja z Armanem Tsarukyanem.

Justin Gaethje widzi jednak dla siebie zupełnie inne rozwiązania:

Jeśli Ilia nie wróci, chcę zwycięzcę walki Oliveiry z Hollowayem. To jedyni dwaj goście w szeregach UFC, którzy mnie pokonali – powiedział.

Zdając sobie sprawę, że jego słowa mogą wywołać falę krytyki, Amerykanin szybko dodał:

Możecie nazwać mnie p…dą, możecie nazwać mnie, jak chcecie. Ale to z nimi chcę walczyć. Znaczy się, oczywiście Arman też jest blisko.

Sytuacja Armana Tsarukyana w dywizji lekkiej od dłuższego czasu pozostaje skomplikowana. Sam Ormianin bynajmniej jej nie ułatwia. Choć sportowo szybko rozprawił się z Danem Hookerem, w przeddzień walki dopuścił się skandalu, uderzając rywala głową podczas ważenia.

Nie był to pierwszy raz, gdy „Ahalkalakets” naraził się włodarzom UFC. Wcześniej w ostatniej chwili wycofał się bowiem z walki z Islamem Makhachevem, niwecząc main event gali UFC 311 co do dziś ciąży na jego pozycji w oczach organizacji.