Szef GROMDY komentuje sensacyjny angaż Rutka: Czasami trzeba… [WIDEO]

Mariusz Grabowski zabrał głos w sprawie głośnego angażu Daniela Rutkowskiego w organizacji GROMDA. Przy okazji zdradził, że federacja zdecydowała się na drobne odejście od dotychczasowej filozofii budowania zawodników.

Daniel „Rutek” Rutkowski niedawno opuścił mury zakładu karnego i rozpoczął powrót do sportowej codzienności. Wielu kibiców spodziewało się, że naturalnym kierunkiem będzie ponowny występ w MMA – być może nawet pod szyldem KSW. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a z czasem stało się jasne, że jego powrót do okrągłej klatki nie jest na ten moment realny.

Były pretendent do pasa mistrzowskiego nie pozostał jednak bez ofert. Jak ujawnił w rozmowie z Michałem Tuszyńskim z Fansportu TV, początkowo plan zakładał… walkę bokserską. Rutkowski poprosił znajomego o kontakt z Mariuszem Grabowskim i sondowanie takiej możliwości. Rozmowy potoczyły się jednak w zupełnie innym kierunku i zakończyły się oficjalnym ogłoszeniem „Rutka” jako uczestnika gali GROMDA 24: VENDETTA.

Mariusz Grabowski o podpisaniu Rutkowskiego: „Czasami trzeba zrobić niekonwencjonalny ruch”

Toruński dziennikarz porozmawiał również z szefem GROMDY, pytając go o kulisy angażu byłego zawodnika KSW. Przytoczył przy tym reakcję Mateusza Gamrota na ogłoszenie transferu Rutkowskiego, która najlepiej oddała nastroje środowiska: „grubo”.

Jak zdradził Mariusz Grabowski, rozmowy na temat Daniela Rutkowskiego trwały jeszcze zanim ten odzyskał wolność:

Czasami trzeba robić niekonwencjonalne ruchy. No i w tym przypadku było tak, że już jakiś czas, jeszcze jak Daniela nie było, rozmawialiśmy wstępnie z jego kolegą, że jest taka możliwość, jest taka szansa, jak się pojawi… I to się dopięło. Daniel jest z nami i myślę, że fajnie.

Szef GROMDY odniósł się również do faktu, że po raz pierwszy w tak wyraźny sposób zdecydował się zakontraktować zawodowego fightera z bogatym sportowym CV. W przeszłości wielokrotnie podkreślał bowiem, że federacja stawia przede wszystkim na surowych, ulicznych wojowników, których buduje od podstaw:

W GROMDZIE zawsze mówimy, że bierzemy amatorów. I ja nie do końca… Może nie 'ja’, ale cała ekipa, była sceptycznie nastawiona do tego. Ale powiedziałem: „sprawdzam!”. Weźmiemy sportowca z krwi i kości, chłopaka od nas, z Radomia, miasta niedaleko Miasta Grzechu. Myślę, że to będzie dobry ruch. A jak się okaże? Przekonamy się już 27 lutego. Mam nadzieję, że ta przygoda z GROMDĄ się spodoba i będzie ją kontynuował… ale nie wybiegajmy. Czekamy z niecierpliwością.