Jon Jones wraca myślami do gali UFC w Białym Domu: Powinienem tam być

Jon Jones może pochwalić się jedną z najbardziej imponujących karier w historii MMA, ale nawet „Bones” ma moment, którego dziś żałuje. Były mistrz przyznał, że brak występu na UFC Freedom 250 wciąż pozostaje dla niego wyjątkowo bolesnym wspomnieniem.

Po obronie pasa wagi ciężkiej przeciwko Stipe Miociciowi pod koniec 2024 roku coraz częściej mówiło się o możliwym zakończeniu kariery przez Jonesa. „Bones” wygrał tamten pojedynek przez TKO w trzeciej rundzie, ale ostatecznie nigdy nie doszło do długo wyczekiwanego starcia z Tomem Aspinallem.

Później sytuację dodatkowo skomplikowały problemy zdrowotne Aspinalla, który zmagał się z urazem oka po walce z Cirylem Gane’em.

Jones mocno zabiegał natomiast o miejsce na historycznej gali UFC przy Białym Domu. Dana White nie ukrywał jednak wtedy, że miał wątpliwości, czy może zaufać „Bonesowi” na tyle, by oprzeć na nim tak prestiżowe wydarzenie.

Jones: „To jeden z większych żalów w moim życiu”

W rozmowie z The Schmo Jon Jones przyznał, że do dziś myśli o tym, iż zabrakło go na UFC Freedom 250.

– Gala w Białym Domu… To była jedna z niewielu nocy w mojej karierze, kiedy naprawdę myślałem: „Powinienem tam być”. Zazwyczaj nie żałuję swoich decyzji, ale to jest jeden z większych żalów w moim życiu, że nie byłem częścią gali przy Białym Domu. Ale jeśli już nigdy nie zawalczę, to i tak będę cholernie zadowolony.

Jones nadal nie zamknął definitywnie drzwi przed powrotem do klatki. Jednocześnie coraz częściej sugeruje, że pojedynek z Miociciem mógł być jego ostatnim występem w UFC.

Obecnie „Bones” coraz więcej uwagi poświęca roli mentora Gable’a Stevesona. Złoty medalista olimpijski rozpoczął zawodową karierę od czterech wygranych przed czasem, ale jego świetna seria zakończyła się na UFC 331, gdzie został sensacyjnie znokautowany przez Seana Sharafa w zaledwie 12 sekund.