
Kilka dni po zwycięstwie na gali FAME 29 Dawid Załęcki zdradził kulisy przygotowań do walki z Bartoszem Szachtą. „Crazy” nie tylko ujawnił swój plan taktyczny, ale także odniósł się do opinii kibiców podważających przebieg pojedynku.
Popularny „Crazy” nowy rok rozpoczął w znakomitym stylu. Starcie z Bartoszem Szachtą było naładowane ogromnymi emocjami, jednak nie wybiło Dawida Załęckiego z rytmu. Wyszedł do klatki przy specjalnie dobranej piosence, jasno wysyłając sygnał do rywala i pokazując, że określenie „Stary Lew” to w jego przypadku zbyt wysokie progi.
Nie bez znaczenia był również fakt, że Szachta do walki przystępował wyraźnie rozbity psychicznie. Jeszcze na rampie został zaczepiony przez Denisa Załęckiego – dawnego przyjaciela, a dziś jednego z największych wrogów. W trakcie pojedynku „Bad Boy” z trybun nie szczędził rywalowi słownych docinków, a sam Szachta ostatecznie przegrał już w pierwszej rundzie.
Dawid Załęcki o walce z Szachtą: „Powrót do przeszłości”
Dawid Załęcki pojawił się na gali FAME Awards, gdzie wspólnie z Michałem Materlą odebrał statuetkę w jednej z kategorii. Na ściance udzielił wywiadu kanałowi Fansportu TV. Kacper Mi zapytał go o obrany plan taktyczny, a także o to, czy niskie kopnięcia były efektem szybko odniesionej kontuzji dłoni:
– Mój plan na walkę był taki, żeby przez pierwszą rundę obnażyć go, że jest bezradny. Pokazać mu, żeby dopadła go taka wewnętrzna frustracja, że nie jest w stanie mi nic zrobić. Ja nawet w pierwszej rundzie nie chciałem go atakować. Chciałem po prostu ewidentnie obnażyć jego bezradność, a w drugiej dopiero zaczął go bić.
– Niestety, po 20, plus minus, sekundach rozwaliła mi się ręka. Wiedziałem, że musiałem po prostu używać nóg, a wiedziałem, że jest słabo odporny na ból. Wiedziałem, że go po prostu zamęczę. To była moja decyzja, narożnik mi nie podpowiada w walce. Mówię: jak nie mam rąk, to go zakopię.
Załęcki odniósł się również do głosów kibiców, którzy sugerowali, że o losach walki przesądziło już samo wyjście do klatki. W ich ocenie wpływ na to miał utwór, przy którym „Crazy” pojawił się w arenie:
– Normalnie wyglądał, tak jakby stał walecznie, rozgrzewał się. Nie wskazywało nic, żeby się przestraszył – powiedział „Crazy”. – Ludzie tak to tłumaczą, bo nie pokazał w tej walce nic. No, ale po prostu Bartek nie ma za mnie patentu, sposobu… Zresztą już sobie kiedyś na treningach podobną sytuację przeżyliśmy, że nie mógł na mnie znaleźć patentu. Tylko minęło 5 lat, Bartek myślał, że ten czas przetrenował solidnie, ja się podstarzałem i jestem gorszy i myślał, że da radę. A jednak, powrót do przeszłości. Okazało się, że było tak, jak kiedyś.