
Jan Ciepłowski odniósł się do głośnego, śmiertelnego incydentu, do którego doszło niedawno w Krakowie. „Jasiu” nie chciał szeroko komentować kulis całej sprawy, ale bardzo jasno zaznaczył, jak podchodzi do używania niebezpiecznych narzędzi w kibicowskich starciach.
Popularny „Jasiu” już w tę sobotę wróci do klatki. Fanatyk ŁKS-u Łódź wystąpi przed własną publicznością podczas gali King’s Arena 4, która odbędzie się w jego rodzinnym mieście.
TRANSMISJA Z GALI JEST DOSTĘPNA W CAŁOŚCI ZA DARMO W TVN TURBO!
Ciepłowski jasno stawia granicę w kibicowskich porachunkach
Jan Ciepłowski od dawna otwarcie mówi o swoim przywiązaniu do ŁKS-u Łódź i środowiska kibicowskiego. Nic więc dziwnego, że podczas Q&A na kanale Fansportu TV pojawił się również temat wydarzeń z nocy z 20 na 21 sierpnia w Krakowie.
Wówczas pięcioosobowa grupa powiązana z „Młodą Ferajną” miała zaatakować przy użyciu niebezpiecznych narzędzi lidera kibiców Hutnika Kraków. Zdarzenie zakończyło się tragicznie.
Ciepłowski nie próbował wchodzić w szczegóły ani rozstrzygać, co dokładnie wydarzyło się między zwaśnionymi stronami. Podkreślił, że najlepiej wiedzą to osoby bezpośrednio związane z tamtym środowiskiem.
Jednocześnie nie pozostawił wątpliwości, gdzie sam stawia granicę.
– Kurczę, tak naprawdę to oni wiedzą, co tam się dzieje. Tak, jak mówię: ich świat, ich kredki. Nie popieram walki „na sprzęty”, jak mam być szczery. Jak tylko, to na pięści – powiedział krótko i zwięźle „Jasiu”.
Zawodnik King’s Arena nie wdawał się więc w ocenę całego konfliktu, ale w jednej kwestii wypowiedział się bardzo wyraźnie. W jego podejściu używanie niebezpiecznych narzędzi w takich starciach nie powinno mieć miejsca.