
Martin Lewandowski odniósł się do ewentualnych powrotów byłych mistrzów KSW do okrągłej klatki.
Największa polska organizacja MMA od ponad dwóch dekad pozostaje jednym z filarów europejskiej sceny sportów walki. KSW w tym czasie przeszło drogę od lokalnego projektu do marki rozpoznawalnej na całym kontynencie. O ile kiedyś kibice z zapartym tchem śledzili rozwój zawodników i spekulowali, kto jako następny trafi do UFC, o tyle dziś sama rywalizacja w KSW jest dla wielu fighterów sportową nobilitacją. Coraz częściej zawodnicy decydują się na długofalową współpracę i przedłużanie kontraktów.
Nie brakuje jednak nazwisk, które zbudowały swoją pozycję w KSW i ruszyły na podbój zagranicznych organizacji. Jan Błachowicz sięgnął po mistrzowski pas UFC, Mateusz Gamrot od lat utrzymuje się w czołowej dziesiątce jednej z najmocniej obsadzonych dywizji lekkiej na świecie, a Roberto Soldić obrał kierunek ONE Championship – choć w jego przypadku trudno mówić o pełnym sukcesie sportowym.
Lewandowski jasno: nie wszyscy mają zamkniętą drogę powrotu do KSW
Gościem podcastu Łukasza Kadziewicza na kanale Przeglądu Sportowego był Martin Lewandowski, który po dłuższej przerwie zabrał głos w przestrzeni medialnej. W trakcie rozmowy padło pytanie o potencjalne powroty Jana Błachowicza oraz Mateusza Gamrota do KSW:
Jeżeli oni by chcieli zawalczyć ponownie i jeśli mieliby na to ochotę, to jak najbardziej. Drzwi KSW są otwarte. Mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, to nie wiem czy trzy osoby mają tak definitywnie zamknięte drzwi do organizacji – powiedział Lewandowski. – I nie jest to ani Gamrot, ani Błachowicz.
Szef KSW po raz kolejny podkreślił, że do Jana Błachowicza żywi szczególny sentyment, wynikający ze sposobu, w jaki zawodnik żegnał się z organizacją przed transferem do UFC:
– Akurat Janek Błachowicz był jednym z tych nielicznych gości, którzy przyszli do mnie powiedzieć, że chce iść do UFC i mieliśmy bardzo fajną, szczerą rozmowę.
Jeśli chodzi natomiast o zawodników, dla których powrotu do KSW nie przewiduje się w żadnym scenariuszu, pozostaje jedynie spekulować. Jednym z niemal pewnych przykładów jest Norman Parke, którego rozstanie z organizacją przebiegało w wyjątkowo napiętej atmosferze. Martin Lewandowski nie krył wówczas rozczarowania i wielokrotnie publicznie krytykował Irlandczyka.